Można to zrobic na przykładzie mojej historii, a było to tak:
Na wczasach zachorowaliśmy. Ja i troje dzieci. Po przyjeździe od razu do lekarki, ale były tylko dwa miejsca (czyli pół godziny) Lekarka oczywiście się spóźniła 15 minut, nie chcę wnikac co robiła. Na prośbę czy zbadałaby również mnie, odpowiedziała, że nie ma miejsca. Zbadała dzieci hurtem, wypisała antbiotyki i co było potrzebne, no to ja poprosiłam o zwolnienie na dzieci. No to niezadowolona powiedziała, że skoro i tak musi wyciągnąc kartę, to już mnie zbada, no i wyszło zapalenie oskrzeli, antybiotyk itd. No to się pyta czy pracuję w soboty, a ja tak, pracuję cały tydzień na własny rachunek ( no bo kto by przyjął na pół etatu matke trójki dzieci do pracy, więc żeby sie nie narażac na większe upokorzenia mam własną firmę ) No to dostałam zwolnienie na 6 dni. Całe badanie naszej rodzinki razem z wypisaniem papierków do zwolnienia trwało pół godziny. Księgowa za dostarczenie papierków do ZUSu wzięła 30 zł. Po półtora miesiąca dostałam (POCZTĄ!) przekaz z ZUSu, świadczenie chorobowe za te 6 dni w wysokości 36 zł. ( a wiadomo jak wysokie są składki Zakładu Ucisku Społecznego) Z tym, że na blankieciku było dochód (!!!!!!!!!!!) 44 zł 38 gr, zaliczka na podatek 8 zł, z tego wyszło 36 zł 38 gr, ale listonosz dał tylko 36, grosze przepadły.
Dzień świra czy co?
I jak tu dążyc do Hakuny Mataty? prędzej dojdę do czeskiego filmu….