Archiwum z listopad, 2006

Źródła siły wewnętrznej

listopad 27, 2006

“Źródła siły wewnętrznej” to tytuł małej książeczki benedyktyna Anselma Gruna. Lecz niech nie zwiedzie Cię jej rozmiar, bowiem jej treść jest wielka.

Autor jest psychoterapeutą i przewodnikiem duchowym. Często spotykając się z ludźmi wyczerpanymi, wypalonymi, dostrzegł, że tęsknią oni jakby za źródłem, z którego mogliby zaczerpnąć energię.
Autor rozróżnia 2 rodzaje źródeł, analogicznie do tych, ktore występują w naturze:
-źródła wody podskónej, które są mętne i szybko się wyczerpują
-źródła wody gruntowej, które są czyste i niewyczerpywalne.

Jeśli ludzie robią to, co kochają, to, do czego czują się stworzeni, wtedy czerpią ze swojego czystego źródła.
Jeśli czerpią z mętnego źrodła, szybko ulegają wypaleniu i wyczerpaniu. Przymus robienia kariery i stres blokują kreatywność. Strach i problemy są spychane do podświadomości i powodują choroby.

“To, co z człowieka emanuje, dowodzi, z jakiego źródła czerpie”. Ale żeby odkryć w sobie czyste źródła, musimy najpierw skonfrontować się z mętnymi.

Co odcina nas od tych źródeł? Między innymi:

-negatywne emocje: strach przed ludźmi, przed zrobieniem czegoś źle
-ambicja – jeśli jest zbyt duża ma wiele wspólnego z chciwością, trzeba też zwrócić uwagę na ambicję związaną z życiem rodzinnym
-pracoholizm, który jest uzależnieniem
-perfekcjonizm – wewnętrzna, paraliżująca presja
-rywalizacja i konkurencja
-brak pewności siebie
-depresja
-złość
-poświęcanie się dla innych i zapominanie o własnych potrzebach.

Jak odkryć swoje czyste źródła?

 Można sięgnąć do dzieciństwa, przypomnieć sobie: w co mogłam bawić się całymi godzinami i nie czuć zmęczenia? (ja osobiście lubiłam samotnie włóczyć się wśród dzikich sadów, zbierać rośliny, albo bawić się z koleżanką lalkami, wymyślałyśmy niesamowite przygody, historie, “robiłyśmy” filmy. Stwierdzam więc, że moim źródłem jest dzika przyroda i świat wyobraźni…)

Lub do wyobraźni, by stworzyć w niej własny świat.
Na przykład wyobrazić sobie coś na czym można się skupić, zamiast skupiać się na negatywnych rzeczach.
Wyobrazić sobie gdzie się dobrze czujemy i wzmacniać te sytuacje,
Można też wracać do przyjemnych wspomnień. Można marzyć – autor zaleca, żeby najpierw marzyć, a potem zastanawiać się co zrobić by te marzenia spełnić. Ludzie zazwyczaj czynią odwrotnie.
W ciągu dnia możemy obserwować: jakie czynności dodają nam energii, a jakie ją zabierają. Kiedy robimy coś, co daje nam energię,pracujemy i zapominamy o sobie. Pracując zyskujemy energię. Na koniec jesteśmy zmęczeni, ale jest to zmęczenie przyjemne. Kiedy narzucamy sobie coś z zewnątrz, tracimy energię i czerpiemy z mętnego źródła.

Anselm Grune przytacza liczne przykłady ludzi, którzy odkryli swoje źródła. Opisuje na przykład mężczynę, który miał tak nieszczęśliwe dzieciństwo, że uciekł w wyobraźnię, stworzył w niej własny świat. Kiedy dorósł, założył firmę, czyli stworzył swoisty “świat”.
Znalazłam tam też coś dla siebie: autor opisuje kobietę, która jako dziewczynka, bawiąc się lalkami dbała, żeby zawsze miały one piękne otoczenie. Została nauczycielką. Kiedy odkryła swoje źródło – doszła do wniosku, że jej zadaniem jest uwrażliwić dzieci na piękno. Bowiem jak pisze autor “Piękno jest w filozofii Platona postacią bytu, jego wyrazem. Wszelki byt jest prawdziwy, dobry i piękny. Poprzez piękno mam więc udział w bycie. Wtedy utrzymuję kontakt z samym sobą, doświadczam siły i żywotności. Poprzez piękno mam również udział w bycie boskim. Doświadczenie piękna staje się źródłem zywotności i radości.”

Każdy ma swoje indywidualne źródła i powinien je odkryć. Najczystszym i niewyczerpalnym źródłem, jest źródło Ducha Swiętego. Autor poświęcił jedną trzecią swojej książki temu zagadnieniu. Choć nie mam odwagi i kompetencji, by ją tu opisać, śmiem twierdzić, że nie spotkałam się do tej pory z tak jasnym i normalnym podejściem do tej sprawy. Napiszę tylko, że takie książki zmieniają życie. Na lepsze. Polecam gorąco tę książkę, jak i inne książki Anselma Gruna.

Na koniec piękny cytat: “Twoje źródło bije też dla innych. Naszym zadaniem jest stawać się dla siebie nawzajem błogosławieństwem”

Kolory: żółcienie

listopad 22, 2006

Artykuły o sposobach łączenia kolorów opracowałam między innymi na podstawie książki “Kolor we wnętrzach” autorstwa Annie Sloan i Kate Gwynn, którą to pozycję serdecznie polecam z uwagi na fantastyczne, inspirujące zdjęcia – oraz, rzecz jasna wspaniałe opracowanie.

Część o psychologii kolorów opracowałam na podstawie wielu różnych źródeł, między innymi “Kolory-charakter-przeznaczenie” Bernd A.Mertz oraz “Nauka o barwach” J.W. Goethego

Żółcień cytrynowa

Spopularyzowana przez styl “empire”, w którym często łączono ją z barwą ametystu, a także z zielenią.  Doskonale podkreśla ją czerwonawy fiolet, blady błękit, szarości oraz wiele cieplejszych błękitów. W wersji najbardziej nasyconej, doskonale komponuje się w połączeniu ze współczesnym wzornictwem, czarnym tworzywem sztucznym, błyszczącymi powierzchniami.

Ciepła żółcień

Kolor masła, słoneczników, bursztynu.
Znakomita do ciemnych wnętrz oraz dużych powierzchni. Na jej tle dobrze wyglądają ozdoby, obrazy. Dobrze wygląda w połączeniu z ciemną czerwienią, błekitami, zieleniami, czernią i turkusem.

Łagodniejsze efekty osiąga połączenie szarości, jasnych brązów, seledynu, lawendy.
W małych pokojach ciepła żółcień dodaje głębi.

Blada żółcień doskonale komponuje się z purpurową czerwienią, chłodnymi błękitami, szarościami.

Ciemne żółcienie zaś z zimnymi szarościami, błękitami.

Psychologia kolorów:  żółty

Symbolizuje: słońce, optymizm, radość, pewność siebie.

Wzmacnia system nerwowy, pobudza intelekt, nastraja życzliwie, sprzyja koncentracji.
W aspekcie negatywnym wzmacnia złość, kłótliwosć, obawę, niepokój, jego nadmiar jest męczący, nieodpowiedni, brudny odcień bywa wręcz szkodliwy, jest to kolor wypalenia, zmęczenia.

Osoby, które lubią mocną żółcień to ludzie otwarci, radośni, pełni humoru. Ci, którzy wolą blady odcień tej barwy noszą w sobie utajony smutek.
Osoby, które nie lubią żółcieni boją się zawodu, mają niskie poczucie własnej wartości.

Wstęp

listopad 22, 2006

Blog o malarstwie i rozwoju osobistym. Dlaczego tak?

Być może dlatego, że to się bardzo u mnie łączy. Malarstwa można uczyć się całe życie, siebie i ludzi też.

Będę więc pisać o tym, co porusza, rozwija, uskrzydla myśli, wyobraźnię, kształtuje wrażliwość. O tym co cały czas pcha do przodu, by się rozwijać, i wzrastać. Będzie trochę o sztuce, ale … czy kocham sztukę? nie wiem, czasem kocham, a czasem nienawidzę. Nie jest więc obojętna, a to najważniejsze.

Zapraszam